Założył okulary, zamilkł i prawie wygrał…

29 Wrz

[Nie usuwam tego, chociaż powinienem. Zostawię to ku przestrodze. Po pięciu latach uważam, że PO to jeszcze większe łajdaki niż PIS:( ] – 28.XII.2015

Nie wiem jak to się stało, że już po raz trzeci piszę o polityce. Do wpisów ciągle prowokuje mnie postać pana J. Kaczyńskiego. Jak nie trudno się domyślić nie jestem jego fanem. Ja się go boję. Zastanawiałem się, czy nie uległem jakiejś antyPISowskiej kampanii medialnej, lub jakiejś innej presji na mój przyrząd do myślenia. Owszem, zazwyczaj cieszę się, gdy słyszę jakieś krytyczne uwagi wobec tego pana, ale wtedy to jest radość. Strach pojawia się tylko wtedy, gdy otrzymuję informacje bezpośrednie od pana J.K. Polecam wywiad z panem J.K. w Newsweek’u z 27.09.2010. Oto kilka cytatów (uprzedzam, że wyrwane z kontekstu brzmią jeszcze straszniej):

Nigdy nie uchylałem się od odpowiedzialności za kampanie wyborcze czy jakiekolwiek polityczne działania partii. Ale tym razem się uchylam. Byłem w takim stanie, że – uczciwie mówiąc – to za mnie wymyślano tę kampanię.

– mimo „niedyspozycji” startował i prawie został głową państwa :/ – jak sam mówi: nieświadomie (?)

na pytanie: kto wymyślił tę kampanię?

Sztab. Dokładnie jego część. Ja byłem w potwornym szoku po śmierci brata – nic gorszego w życiu nie mogło mnie spotkać. Musiałem brać bardzo silne leki uspokajające, co też miało swoje skutki. Już
10 kwietnia, dosłownie w godzinę po katastrofie, dostałem w szpitalu takie środki. Ja nigdy w życiu przedtem podobnych leków nie brałem, w związku z tym zadziałały na mnie niezwykle silnie.

– mimo takiego stanu wystartował w wyborach i prawie został prezydentem :/

na pytanie: Dlaczego zatem zdecydował się pan kandydować w takim stanie?

Z mojego rozumowania i z badań wynikało, że to najlepsze wyjście dla partii. Inne kandydatury byłyby gorsze i mogłoby się skończyć tym, że tragedia smoleńska doprowadziłaby w konsekwencji do ciężkiego kryzysu w Prawie i Sprawiedliwości. A tego mój brat, który był – można to tak określić – fundatorem tej partii, na pewno by sobie nie życzył. Dla Polski kryzys jedynej realnej opozycji byłby bardzo szkodliwy.

…jestem bardzo ciekawy jak w takim stanie, który sam opisuje, przebiegało jego rozumowanie (?)

Nie wypada mi przytaczać więcej cytatów. Najchętniej wkleiłbym tu cały artykuł. Niemal każda odpowiedź pana J.K. jest „interesująca” – polecam.

Pytanie brzmi: kiedy pan J.K. kłamie. a kiedy mówi prawdę? Kiedy jest „na lekach” i na jakich? a kiedy jest „czysty”? Najbezpieczniej byłoby, aby po każdej wypowiedzi podawał spis leków jakie zażył w ciągu 24 godzin – wtedy można by zdecydować czy to co mówi, ma wartość słów, z których kiedyś można go rozliczyć, czy to tylko „majaki w gorączce”.

Myślałem, że J.K. odniósł sukces w wyborach (z kilkunastu procent poparcia do prawie połowy (!) dzięki wykorzystaniu Katastrofy Smoleńskiej i zasad rządzących Public Relations, a okazało się, że to dzięki „pigułom”:)

(à propos: pamiętam, jak wiele osób miało za złe Władysławowi Bartoszewskiemu, że powiedział coś o „politycznej nekrofilii” w kontekście startu J.K. w wyborach. Sam pomyślałem wtedy, że to już trochę za mocno, ale z perspektywy 3 miesięcy, w kontekście przebiegu kampanii, akcji „wawel” i akcji „krzyż”, uważam. że W. Bartoszewski trafnie ocenił sytuację.)

Zawsze gdy J.K. mówi o tym co ma w głowie i co działa na jego głowę – boję się… Najgorsze jest to, że doprowadził do sytuacji, że boję się również gdy ktoś krytykuję Rząd, NAWET gdy ten ktoś ma rację (?!), bo wiem, że póki co, to przegrana Donalda Tuska oznacza wygraną J.K., a tego się boję. Szef najmocniejszej partii opozycyjnej doprowadził do tego, że boję się krytykować Rząd 🙂 – no, taki jakiś chyba… paradoks.

Aż strach pomyśleć, że kiedyś J.K. znowu założy okulary, zamilknie, wchłonie jakieś tablety i… wygra wybory – tego byśmy nie chcieli:)

Tags: , ,

Skomentuj

viRoos

sacrum i profanum… ale o co chodzi?