Facebook – lep na muchy, czy szpiegowska (auto)kartoteka?

28 Lip

Nigdy nie czułem się dobrze „na facebook’u”, ale to moja przypadłość – na wszystkich „społecznościówkach” jestem raczej z ciekawości i z obawy, że jeśli tam nie będę, to coś mnie ominie, a nie ze szczerej chęci bycia tam i chęci dzielenia się każdą pierdołą lub nawet czymś istotnym;) – taką mam przypadłość, że jak już siądę przed monitorem z zamiarem wpisania czegokolwiek lub z zamiarem jakiegokolwiek dania znaku życia, wklejenia fotki, napisania komentarza itd. to 3s później już włącza mi się „autokrytyk” i jest dla mnie jasne, że to co mam zamiar wykonać to pierdoła jakaś (zawracanie głowy, co kogo to obchodzić może?), a nawet jak już nie „pierdoła”, a rzecz ważna (:), to po co pisać o tym, jeśli już gdzieś widziałem w sieci podobny komentarz, podobny sposób myślenia o tej sprawie – po co to wszystko powielać (?) – no, taka ułomność…
Ale…! nie o tym miałem pisać. Mimo wzięcia pod uwagę tej ułomności mojej, muszę stwierdzić, że Facebook jako zjawisko socjologiczne (nie tylko biznesowe, bo tu, to tylko zazdrość, a nie niepokój:) niepokoi mnie bardziej niż pozostałe tego typu przedsięwzięcia. Od jakiegoś czasu za każdym razem gdy pomyślę o Facebooku przychodzi mi na myśl kartoteka, a wręcz teczka. I to teczka jakichś nieokreślonych służb specjalnych…

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że wszyscy piszemy na siebie donosy, sami prowadzimy teczkę, szpiegujemy siebie i swoich znajomych. Od momentu wprowadzenia osi czasu jestem niemal pewien, że to tak wygląda(!) Ale nie do końca wiem, jak zostaliśmy w to wciągnięci. Facebook działa jak lep (na muchy) – nikt mi nie karze tam być, teoretycznie mogę się w każdej chwili ewakuować z „fejsa”, a jednak tego nie robię, bo… bo coś mnie ominie (?), bo to już jest część rzeczywistości, z której trudno zrezygnować – tak mi się przynajmniej wydaje. Z drugiej strony, czy rzeczywiście wszyscy użytkownicy Facebooka, mają tak wielką ochotę archiwizować wszystkie szczegóły ze swojego życia w formie ogólnodostępnego pamiętnika, a raczej KARTOTEKI:))?? …to raczej nie jest główny powód uczestniczenia w przedsięwzięciu zwanym Facebook, ale mimo to, w jakiś czarodziejski sposób facebook jest kartoteką, teczką.
Na codzień to tylko kilka informacji, parę fotek dla grona znajomych, ale po paru miesiącach, latach to olbrzymia teka z danymi, dostępna nie tylko dla znajomych.
To oczywiście świetny pomysł na biznes – sprytnie pomyślany, przyciągający i wciągający ludzi sposób na zarabianie pieniędzy – taki lep – bardzo skuteczny i wydajny. Ale jest też Facebook chyba największą, globalną kartoteką. Kartoteka ta prowadzi się jakby sama i zawiera olbrzymią ilość informacji i to informacji bardzo szczegółowych i intymnych.
Zakładając nawet dobrą wolę szefów Facebooka (;), trudno mi sobie wyobrazić jak nadstawiają głowę w obronie prywatności kogokolwiek, gdy zgłaszają się do nich „smutni panowie” w okularach z „prośbą o udostępnienie informacji na temat pana X”:)))
Swoją drogą nie wierzę, że „smutni panowie” nie korzystają z tych danych już dzisiaj, a my piszemy, wklejamy, opisujemy segregujemy (na „osi czasu”) – zapieprzamy ile wlezie żeby jak najbardziej ułatwić życie wszelkiej maści „smutnym panom”… m a s a k r a (lekka:).

ps. mimo tego co napisałem jeszcze dzisiaj się nie wypiszę z Facebook’a – dlaczego? bo już jest za późno – moje dane po usunięciu profilu i tak zostają w archiwum:( – ugrzązłem jak mucha w g….e:) – na szczęście nie jestem w tej mazi sam…

Tags:

Skomentuj

viRoos

sacrum i profanum… ale o co chodzi?